piątek, 9 sierpnia 2013

"odwieczna dychotomia: jak Legia i Polonia, jak Wisła i Cracovia"

Od zarania dziejów, jedną z pierwszych umiejętności jaką przyswaja się chłopcom w kulturze zachodu, jest szacunek do kobiety. Nie można jej uderzyć kwiatkiem, wyzywać, umorusać błotem, czy zabrać zabawki. Dzieczynkom należy się szacunek i ustępliwość ponieważ są delikatne, słabsze, bezbronne, wrażliwe, nieporadne, miłe w dotyku, piękne, dbające, współczujące, pomocne, kochające i wilgotne... Chociaż w okresie dojrzałym spotyka się różne reakcje na przyswajane od dziecka treści, w większości przypadków u mężczyzn wykształca się potrzeba wejścia w bliższą relację z kobietą. Wtedy wychodzi na jaw dziejowa niesprawiedliwość, teoria spiskowa całego rodu jajników. Nie tylko. Ojciec, dziadek, wuj, ani nawet czasopisma dla dojrzałych mężczyzn sukcesu, nie raczyły uprzedzać o dużej amplitudzie nastrojów, skłonnościach do chronicznego niezadowolenia, marudzenia, potrzeby posiadania, barku ochoty, bólach głowy, syndromie bycia za grubą, poplamionych tuszem do rzęs poduszkach i zasmarkanych koszulkach, wyjątkowych zdolnościach odkrywania męskich wad i uświadamiania ich dosadnie. Wchodząc na pierwszy trop intrygi, której jest przedmiotem, podmiotem biernym i czynnym, mężczyzna postanawia zrobić analizę strat i zysków wynikających z bliskiej relacji z kobietą. Podniecony, udaje się na poszukiwania kartki i ołówka. Po pięciu minutach bezowocnych łowów przypomina sobie o istocie wszechwiedzącej, św. Antonim tego domu, patronce rzeczy zaginionych i znawczyni wszystkich diabelskich ogonów przykrywającym liczne artefakty należące do mężczyzny. Mowa oczywiście o kobiecie - bohaterce obłudnej intrygi, w którą uwikłany został samiec wraz z pierwszym okrzykiem niepokoju. Dochodzi do konfrontacji - dwa przeciwległe atomy, dwa gangi narkotykowe chcące swojej zagłady stają na swojej drodze. Nagle okazuje się, że kobieta ma na sobie piękną ażurową sukienkę w magicznym kolorze, przypominającym kolor oczu matki samca. Jej skóra pachnie migdałami, włosy błyszczą się w słońcu jak karoseria upragnionego od dziecka scienica. Poszukiwania ołówka przestają się liczyć, tak jak próba rozwikłania spisku. Tak widocznie musi być - myśli mężczyzna - przecież świat też stwarzał facet. Nie mógł chcieć dla nas źle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz